Kontakt   

 NOWY GRACZ »  LOKALNE KOPIE RECENZJI

"ZŁO ŚMIERDZI.  NAWET NIE WIECIE JAK." - PAN KAPPA, DZIEŁA ZEBRANE
 
 
C
O

T
O

J
E
S
T
 
C
O
 
N
I
E

J
E
S
T
 
I
 
J
E
S
T

A
L
E
 
J
A
K
 
J
E
S
T
 
T
O

N
I
E

J
E
S
T

A

J
A
K

N
I
E

J
E
S
T
 
T
O
 
J
E
S
T
 
C
H
Y
B
A
 
Ż
E

T
E
G
O
 
W
   
O
G
Ó
L
E

N
I
E

M
A
?

O
D
P
O
W
I
E
D
Ź

Z
N
A
J
D
U
J
E

S
I
Ę

N
A

S
A
M
Y
M

D
O
L
E

C
Z
Y
L
I

Z
N
A
C
Z
N
I
E

N
I
Ż
E
J

N
I
Ż

M
O
Ż
N
A

P
R
Z
Y
P
U
S
Z
C
Z
A
Ć
.


 

  
Polski Ludlum - Michał Zacharzewski, Magazyn Fantasy nr 2/04(12), Luty 2004

Przyszłość nie przyniosła żadnej rewolucji. Ludzkość nie zdobyła Marsa, nie wywołała wojny atomowej i nie zetknęła się z obcą cywilizacją. Rozwinęła się sieć komputerowa, ale i ona popędziła w zupełnie innym kierunku niż wymarzyli to sobie bogowie literatury cyberpunkowej. Ludzi i bity nie stały się jednością. Karierą zrobiły za to doxery, głosowe interfejsy użytkownika. Za ich pomocą ludzie komunikują się z komputerami. „Ściągnij darmowe oprogramowanie antywirusowe, zainstaluj i odpal”. Włam się na komputer Pinixa, zastosuj Rypacza z Taranem”. „Zrób mi kawy...”. W takiej oto rzeczywistości żyje pan Kappa. Człowiek ów ma haka na każdego niemal polityka, wiernych ludzi rozsianych po całym świecie oraz walizkę pieniędzy, za którą kupuje wszystkich na lewo i prawo. Gdy spieszy się do Londynu, wynajmuje MiGa. Gdy potrzebuje Natalii, młodej i genialnej studentki, obiecuje jej milion dolarów. Niestety, Kappa ma też problem. Ktoś penetruje siatkę jego informatyków, pracujących w pozornie niedostępnych Samotniach. Ktoś daleko sprytniejszy od najlepszych hakerów, jakich zna.
    Eryk Algo, absolwent Politechniki Gdańskiej, w „Nowym graczu” dał się poznać jako erudyta. W jego powieści znalazło się miejsce dla filozoficznych i naukowych dysput. Ale nie tylko. Znajdziemy tu również mrożące krew w żyłach strzelaniny i sensacyjną szpiegowską intrygę. Pojawia się wątek romantyczny i mnóstwo humoru sytuacyjnego. Mimo tego melanżu gatunkowego powieść czyta się znakomicie.
    Dla kogo? -  Miłośnicy powieści sensacyjnych będą zadowoleni. Fani literatury science-fiction mniej – gdyż fantastyki w tej książce jest tylko trochę więcej niż pornografii  w „Misiu Uszatku”.
    Dlaczego kupić? -  Książka trzyma w napięciu nie gorzej niż elektrownia atomowa. Jak się człowiek przykuje do niej, to później oderwać nie może. Czyżby narodził się polski Ludlum?


Bez tytułu - Tomasz Kleta, Magazyn Science Fiction nr 35, Luty 2004

W debiutanckiej powieści Eryk Algo podejmuje temat globalnej sieci internetowej, kreując świat niedalekiej przyszłości, w której sieć wkroczyła w prawie każdy element życia. Istnieje też ogromna korporacja próbująca kontrolować tę nieogarnioną rzeczywistość, ścierająca się z kolejnymi hakerami, walcząca o zachowanie równowagi. Tymczasem pojawia się w niej wróg, haker o niespotykanych dotąd możliwościach, za który pościg stanie się osią fabuły.
   Nowy gracz to powieść, którą z czystym sumieniem mogę określić mianem technothrillera. Akcja toczy się z szybkością i sprawnością rasowej pozycji sensacyjnej, przenosi się w przeróżne zakątki świata, co rusz zaskakuje jakimś nowym zwrotem bądź nieoczekiwanym rozwiązaniem. A wszystko zaczyna się z pozoru niewinne i skromnie, od wycieczki dzieci z sierocińca, które okazują się być nie tak znowu bezbronne i radosne, do ośrodka firmy zajmującej się oprogramowaniem. Przedmiot, który stamtąd wyniosą, rozpocznie łańcuch niespodziewanych wydarzeń.
   Głównymi bohaterami powieści są tajemniczy pan Kappa, dla którego chyba nie ma rzeczy niemożliwych, i studentka Natalia, która zostaje wciągnięta w niebezpieczną intrygę. Eryk Algo w Nowym graczu serwuje czytelnikowi solidną dawkę dobrej rozrywki. Nie próbuje być nad wyraz pomysłowy, nie komplikuje fabuły bardziej niż jest to konieczne, w zamian oferując dobry styl i lekki język. W jego wykonaniu powieść traktująca o sieciowych zagadnieniach czy cybernetycznych technologiach ani przez moment nie nuży. To zapewne efekt wymieszania składników charakterystycznych dla dobrej sensacji. Jest szybka akcja, tajemniczy agenci, organizacja stojąca poza prawem, włamania do systemów komputerowych, zwroty i zaskakujące rozwiązania. Skoro tak pozytywnie wypada debiut autora można tylko z nadzieją oczekiwać kolejnych tytułów.



Blondynka i obcy - Marta Mizuro, Tygodnik Polityka

Zdawałoby się, iż cyberpunk, nurt zainicjowany przez Wiliama Gibsona, wyczerpał już swoje możliwości. Wyczerpał przede wszystkim dlatego, że naukowy i techniczny postęp wciąż nie „nadąża” za większością literackich wizji. Zmiany w Internecie i rozwój badań nad środowiskiem wirtualnej rzeczywistości oraz sztuczną inteligencją postępują dość wolno i nie przynoszą efektów na tyle spektakularnych, by inspirować kolejne pomysły. Zainteresowanie nurtem podtrzymane zostało jednak w inny sposób: w ciągu ostatnich lat powstał cyberpunkowy symbol. Czyli filmowa trylogia „Matrix” braci Wachowskich, która zajęła miejsce powstałego dwadzieścia lat temu, gibsonowskiego „Neuromancera”. Cokolwiek by o tym filmie nie powiedzieć, na pewno przyczynił się do reaktywacji podupadającego trendu.
   „Nowy gracz” Eryka Algo jest najlepszym dowodem na to, że nie należy się spieszyć z odesłaniem cyberpunka między bajki. Jak sugeruje tytuł i co faktycznie ma miejsce: da się jeszcze odświeżyć reguły – pozornie mocno skonwencjonalizowanej – literackiej gry. Niekoniecznie udziwniając i mnożąc to, co w filmie przekłada się na widowiskowe efekty specjalne. Algo dokonuje przekształceń dość prostych, a skutecznych. Przede wszystkim wyeliminowuje z rozgrywki konwencjonalnego bohatera, tj. hackera-cyberkowboja, obdarzonego nadzwyczajnymi zdolnościami informatycznymi, ale cechującego się podłym charakterkiem i działającego nielegalnie. W słusznym jednak celu – by zbawić świat stojący u progu katastrofy. Dzielnego kowboja Algo zastępuje niedoświadczoną studentką-blondynką, nie tyle stereotypowo głupią, co rozchwianą emocjonalnie. Studentka z Warszawy, stażystka międzynarodowej firmy zajmującej się ochroną informacji i niekoniecznie humanitarnymi pracami naukowymi, staje się luką w systemie. Który to system stanowi cel ataku Obcego, tytułowego „nowego gracza”. Wprowadzenie odmiennej bohaterki sprawia, że finałowe zwycięstwo Dobra nad Złem przestaje być oczywiste.
   Groźną siłę sterującą dziwnymi wydarzeniami w Sieci i poza nią ściga też grupa kowbojów (z tajemniczym panem Kappą na czele), ci stosują jednak nie tylko wirtualne metody walki. Ich przygody wypełniają drugi wątek powieści. Równorzędny trzeci to historia naukowych badań profesora Maksymiliana Brauna, twórcy samouczących się form sztucznej inteligencji. Jako że „Nowy gracz” liczy sobie blisko 500 stron, Algo ma wystarczająco dużo miejsca, aby każdemu z wątków nadać rozmach, pogłębić je i bez nadmiernego pośpiechu zapętlić. Zanim się zbiegną, autor mnoży zwroty akcji i niespodzianki, a liczne epizody pozwalają mu na dopełnienie rysunku postaci. Ale nie tylko – każda z pozornie mało znaczących scenek nie pojawia się przypadkowo, co staje się jasne dopiero po czasie. Dobrym przykładem przemyślanej relacji pomiędzy poszczególnymi odsłonami jest opis szaleńczego lotu myśliwcem i ćwiczenia Natalii w warunkach wirtualnej rzeczywistości.
   Eryk Algo nie tworzy nadmiernie rozbudowanej, fantastycznej scenerii. Udoskonala wirtualną rzeczywistość, wprowadza komputery rozpoznające głos i „doxery” (czyli agentów, sztucznych sekretarzy osobistych) oraz trochę niewymyślnych automatów, zakłada też rozwój klonowania. Autor skupia się raczej na racjonalnym podbudowaniu swoich pomysłów, korzysta z tego, co już wymyślone i naukowo potwierdzone. Nie pomija też filozoficznego aspektu przedstawionych w książce zagadnień – zmęczywszy się awanturniczymi wyczynami Kappy i jego drużyny, warto się wsłuchać w debaty prowadzone przez Brauna i jego kolegów. Wszystko to potwierdza imponującą erudycję autora, wiedzę dozowaną jednak dyskretnie lub w sposób lekki i dowcipny, zawsze w ścisłym związku z rozwojem akcji.
   „Nowy gracz” to bardzo ciekawy, w pełni dojrzały debiut, który w niczym nie ustępuje najlepszym dokonaniom nurtu. Dobrze by było jednak, gdyby potencjalny „Bestseller roku 2019”, jak go dowcipnie anonsuje wydawca, w kolejnej edycji doczekał się mniej kiczowatej okładki.


Nowy gracz w fantastyce - Eryk Remiezowicz, Magazyn Esensja

Wydawnictwo Książka i Wiedza zabrało się za fantastykę, publikując Siergieja Łukianienkę – autora wybitnego i niejednokrotnie na łamach „Esensji” chwalonego. Mocny był to strzał. Następnym autorem torującym drogę za mury fantastycznego getta jest polski debiutant, kryjący się pod pseudonimem Eryk Algo, fantasta nieco innego typu, od Łukianienki dość daleki. Jego „Nowy gracz” to s-f bliskiego zasięgu, trącące nieco cyberpunkiem, a tempem bliskie książkom sensacyjnym.
W kilku odległych od siebie punktach kuli ziemskiej dzieją się dziwne rzeczy, sypiące piasek w tryby tajnej, niemal wszechwładnej organizacji kierowanej przez niezwykłego osobnika zwanego panem Kappa. Wyrusza on, wraz z garścią dobranych współpracowników, na poszukiwanie wroga – i zaczyna się pościg za nieznanym sprawcą.
    Ten wyścig tworzy fabułę utworu. Wzbogacają go nieliczne wątki poboczne, czasem sceny jedynie, które autor zgrabnie wplata w akcję, przekazując niezbędne do jej postępu informacje i swoje poglądy na świat. Oddać mu jednak należy, że pisze z dużą lekkością i ma kompozycyjne wyczucie – „Nowy gracz” ani na moment nie przestaje być powieścią akcji, mimo przerw na oddech.  
   Na to chyba należy zwrócić najbaczniejszą uwagę w tej powieści – na swobodę autora i jego umiejętność konstruowania fabuły – zadziwiające jak na debiutanta. „Nowy gracz” nie przestaje wciągać aż do końca, chociaż rozwiązanie zaczynamy wyczuwać na samym początku. Pomimo ekspresowego tempa jest tam czas na naszkicowanie postaci i opisy przyszłościowych gadżetów, galopujące wydarzenia nie przeszkadzają w przedstawianiu wewnętrznych rozważań.
    Wady – chyba jedna. Pewne lekceważenie drobiazgów. Czasem jest to bzdura techniczna, czasem pewne zupełnie nierozsądne zachowanie jednego z bohaterów, jednak takie zgrzyty lubią się autorowi przydarzać. Zrozumiałe to przy debiucie, jednak szkoda, że redakcja nie zmusiła autora do doszlifowania tych szczegółów (nie pomogły również toczone przez niego dyskusje na grupie pl.rec.fantastyka.sf-f – piloci małych samolotów nadal piją kawę).
    Debiut Eryka Algo należy jednak uznać za udany. Błędy nie przeszkadzają w rozkoszowaniu się lekturą (od której trudno się oderwać), a literacka i kompozycyjna sprawność autora, połączona z chęcią do filozoficznych rozważań, dobrze wróżą na przyszłość. Witamy na rynku, czekamy na więcej.



Bez tytułu - Mateusz Budziakowski, Magazyn Valkiria

Nareszcie przeczytałem porządną książkę! Prawdziwą fantastykę, a nie kolejnego, wymęczonego gniota. "Nowy Gracz", bo o nim mowa, jest jedną z niewielu książek SF, które z czystym sumieniem polecić mogę każdemu. Łączy bowiem w sobie klasyczną fantastykę, kryminał, powieść sensacyjną, gęsto okraszone filozoficznymi i etycznymi problemami.
   W dużym skrócie: książka opisuje naszą przyszłość. Cały świat podpięty jest do Sieci, i niemalże niemożliwe jest funkcjonowanie poza nią. Domowe sprzęty, urządzenia - wszystko to kontrolowane jest przez komputery (i w dodatku sterowane głosem).
Jednym z ważniejszych bohaterów jest niejaki pan Kappa - szef tajnej organizacji, człowiek, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Przykładem tego niech będzie np. brawurowe awaryjne lądowanie na lotnisku Wojska Polskiego, po którym Kappa, przebrany w mundur NATO-wskiego oficera, stawia na baczność całą jednostkę, zdobywa samolot i za chwilę ląduje pod Londynem.
   Drugim, istotnym bohaterem jest Natalia - informatyk zwerbowany przez Kappę. Sam werbunek wymyślony i opisany jest w sposób, który nie zawaham się okreslić jako genialny. Od niezobowiązujacej rozmowy w restauracji do "telefonu do Pizzy Hut", czyli potwierdzenia akcesu znajdziemy multum pomysłowych "trików". Sposób kodowania wiadomości, praktycznie bez przeróbek, wykorzystać możemy na sesji RPG. Coś wspaniałego!
   Sama fabuła jest złożona i niebanalna. Rozpoczyna się kilkoma pozornie nie związanymi ze sobą wątkami. W miarę rozwoju akcji dowiadujemy się, że miły i elegancki pan Kappa nie jest znowu taki miły: tajne, nielegalne interesy, korumpowanie polityków, eksperymenty na dzieciach... bohaterów poznajemy stopniowo, co tworzy niesamowity klimat.
 Autor sprytnie wykorzystuje możliwości urządzeń z przyszłości, i dość dokładnie je opisuje. Po lekturze miałem nieodparte wrażenie, że jeżeli świat będzie istnieć za sto lat, to będzie wyglądać tak jak w "Nowym Graczu".
   Widać, że książkę pisał informatyk, co wyszło jej tylko na dobre. Co chwila pojawiają się najprzeróżniejsze zagadnienia dotyczące tej dziedziny, jednak NG cechuje się lekką i poprawną na ogół polszczyzną - brak tu tej nadętej maniery, która skutecznie odrzuca Czytelnika od SF.
   Myli się jednak ten, kto sądzi że jest "NG" tylko futurystyką zaserwowaną w formie sensacji czy kryminału. Autor miedzy wierszami zawarł kilka podstawowych problemów filozoficznych, dotyczących życia, jego pochodzenia, celu itp. Nasuwa się skojarzenie z Lemem, i to najlepsze. Powiedziałbym, że jeśli chodzi o inspiracje to odnaleźć tu możemy i Matrix, i Terminatora, o Neuroshimie czy BladeRunnerze nie wspominając.
   Lektura "Nowego Gracza" była dla mnie wspaniale spędzonym czasem, jest to bowiem książka bardzo dobra. Zapewniam, że nie oderwiecie się od niej. Pozostaje tylko mieć cichą nadzieję, że Autor na tym nie poprzestanie (a z tego co wiem, nie).



Bez tytułu - Krzysiek Majcher, Magazyn Załoga G.

W czasach kiedy najlepsza fantastyka skupia się praktycznie w rękach trzech, no może czterech wydawnictw, do wszystkich innych wydawnictw podchodzę z pewną rezerwą. Tak było również w przypadku książki nie znanego mi wcześniej Eryka Algo. Jednak informacja na temat książki była dość ciekawa i zapowiadała interesującą lekturę, jeśli Autor stanął na wysokości postawionego sobie zadania. Książka miała być tematycznie zbliżona do tego co lubię, czyli opowiadać o niedalekiej przyszłości, rozwoju sieci i technologii.
    Niestety, zaraz po obejrzeniu okładki napadły mnie złe przeczucia - podtytuł "Opowieść z cyfrowego świata IV", oraz pomarańczowa opaska z papieru z napisem "Bestseller roku 2019" (cytuję z pamięci, więc rok mogłem pomylić) nastroiły mnie wyjątkowo sceptycznie co do treści książki. Odrobinką nadziei natomiast napełnił mnie fakt, że Autor jest programistą, więc na tematyce powinien się znać.
    Pełen obaw pogrążyłem się w lekturze i z pewnym zdziwieniem skonstatowałem że książka wciągnęła mnie i to dosyć mocno. Spodziewałem się czegoś co przypominałoby "Neuromancera", biblię cyberpunku. "Nowy gracz" nie jest cyberpunkowy. To książka sensacyjna, napisana z rozmachem, której akcja kręci się jednak wokół "neuromancerowskich" spraw. Przyznam szczerze że jest to bardzo fajne czytadło. Znajduję w nim troszkę drobnych błędów i momentami czuje się, że Autor nie jest zawodowym pisarzem, trochę drażnią też fragmenty, kiedy bohaterowie korzystają np. z telefonu, co Algo skwapliwie wykorzystuje do krótkiego opisania zasady działania tegoż. Choć w sumie dla niektórych może to wcale błędem nie być.
   Właściwa akcja książki rozpoczyna się, kiedy następuje atak na dane pewnego przedsiębiorstwa, którego struktura i metody działania jako żywo przypominają wywiad wojskowy. Należy dodać że atak ten jest przeprowadzony w dość niekonwencjonalny sposób, który zapowiada że nie mamy do czynienia z standardową książką.
   Pracownicy firmy, pod wodzą charyzmatycznego Pana Kappy, który na kartach książki jawi się jako człowiek przy którym James Bond to cienki bolek, postanawiają złapać hakera. Kappa, który w równym stopniu zna się na winie, jedzeniu, czy na sztukach walki, a stopień ten jest bardzo wysoki, postanawia sobie za punkt honoru złapać intruza..
   Tutaj zaczyna się właściwa akcja utworu, jak już wspomniałem wcześniej - napisana z rozmachem. Ekipa Kappy szuka śladów hakera po całym świecie, za nic mając granice państw, czy prawa w nich panujące. Przeprowadzają oni drobiazgowe śledztwo nie cofając się przed niczym, nawet przed zmasowanym atakiem na przywódcę sekty, mającego wysoko postawionych przyjaciół. Niestety, jak się okazuje, haker wyjątkowo skutecznie zaciera za sobą ślady. Ale Kappa nie odpuszcza tak łatwo. Równolegle z śledztwem w świecie rzeczywistym, korporacyjni operatorzy Kappy starają się wyśledzić hakera w cyberprzestrzeni.
   Drugą osią akcji, która wszakże zajmuje znacznie mniej miejsca w utworze jest historia profesora Brauna. Braun zajmuje się problemami sztucznej inteligencji i podczas rozmów z kolegami oraz własnych rozważań możemy dowiedzieć się sporo na ten temat. Profesor przez cały czas prowadzi również ciekawy eksperyment naukowy, którego wyniki zadziwią nawet jego samego...
   Podsumowując - "Nowy gracz" jest bardzo fajną pozycja, która czyta się szybko, i mimo 500 stron grubości nie pozwala na odczucie nudy. Akcja jest szybka i pełna zwrotów, pomysły ciekawe, książka to zgrabne połączenie sensacji i sciencefiction. Osobiście trochę szybko domyśliłem się zakończenia, choć przyznam że był moment, że zwątpiłem w swoją "matczyną" intuicję;)
   PS W moim egzemplarzu brakowało 30 stron książki, od strony nr 97, tak więc przed zakupem radzę to sprawdzić. Choć mi osobiście nie przeszkodziło to wcale dobrze bawić się przy lekturze;)


Bez tytułu - Damian Sosnowski, Magazyn Brokilon

Nowy Gracz jest debiutancką powieścią Eryka Algo. Akcja książki jest osadzona w świecie przyszłości, w świecie w którym internet rozrósł się w olbrzymią globalną sieć zawiadującą prawie wszystkim dziedzinami życia. W każdej chwili terrabajty danych przesyłane są cyfrowymi autostradami, skomplikowane autonomiczne maszyny kontrolują ten ruch, załatwiają sprawy w imieniu swoich właścicieli. Niemal nieskończone ilości danych przechowywane w sieci są łakomym kąskiem dla hackerów, ale aplikacje te są bronione przez potężną korporację, która za pomocą elitarnych kontr-hackerów tworzy szczelną osłonę, za którą dane są bezpieczne. Do czasu... Oto zaczynają się dziać dziwne rzeczy, dokonano przemyślnego, a co gorsza skutecznego ataku, hacker włamał się do jednego z najlepiej strzeżonych komputerów. Nie wiadomo co ukradł, po co, i co najważniejsze nie wiadomo kto to zrobił, wszystkie tropy prowadzą donikąd. Rozpoczyna się pościg...
      "Nowy Gracz” jest książką akcji i co do tego nie ma wątpliwości. Jednak (na szczęście) fabuła powieści nie jest tylko przykrywką dla wielkiej strzelaniny czy walenia po mordach. Jest ona dość misternie skomponowana, tworzy ją sporo wątków, które powoli łączą się w jedną całość stopniowo ukazując nam cały obraz wydarzeń. Właściwie na początku trochę irytowało mnie wręcz zbyt wolne tempo akcji, na dobrą sprawę wszystko przyspiesza dopiero mniej więcej w 6 rozdziale książki, w miejscu gdzie kilka wątków łączy się, rzucając trochę światła na to co się dotychczas działo.
Jednak od owego magicznego rozdziału akcja dostaje niezłego “kopa” i zaczyna gnać do przodu, spowalniana gdzieniegdzie pojedynczymi “filozoficznymi” wstawkami, które jak się okazuje też wnoszą dużo do późniejszych wydarzeń.  W pościgu za hackerem przemierzymy razem z bohaterami kawał świata: Warszawę, Paryż, Londyn, Holandię, dżunglę i jeszcze wiele ciekawych miejsc.
   No właśnie bohaterowie. Miło zaskoczony byłem spójnością charakterów głównych bohaterów książki. Pan Kappa, jak dla mnie najbardziej interesująca postać w książce jest tajemniczy, czasem wygląda dobrodusznie ale jest wyrachowany i w rzeczywistości zimny jak lód i tak właśnie się zachowuje. Jacques to napalony, impulsywny Francuz, który uwielbia przysłowiowe szybkie panienki i piękne samochody, zaś Jones to typowy flegmatyczny Angol. Jednak wszystkie te postacie są wielowymiarowe, nie można ich scharakteryzować w jednym zdaniu, mają swoją przeszłość, tajemnice, upodobania. Jednym słowem są bardzo ładnie “skrojone”.
   Autorowi udało się stworzyć bardzo ciekawą wizję świata, gdzieniegdzie widać informatyczne wykształcenie pisarza, opisy “działania” maszyn i programów nasycone są “informatyzmem”. Może się to nie podobać... mi się podobało :).
     No ale przejdźmy do wad. Na początek o wydaniu książki. O ile nie mogę się przyczepić do samego wyglądu książki, ponieważ jest wydana schludnie, okładka jest ładna i pasuje do klimatu, o tyle o wytrzymałości wydania to można bo gadać dużo... Po kilku dniach noszenia w torbie książka “złapała ośle uczy”, a napis na okładce zaczął się ścierać. Rozumiem, że twarda okładka byłaby droższa, ale jak tak dalej pójdzie za kilka tygodni ten egzemplarz będzie w kiepskim stanie.
   No ale teraz treść. Przede wszystkim zbyt wolna akcja na początku książki. Rozumiem, że musi być wprowadzenie, ale 6 rozdziałów to za dużo, dodatkowo w krótkim czasie wprowadzonych jest dużo pozornie oddzielnych wątków, które owszem, później łączą się tworząc logiczną całość, ale na starcie można się w nich troszkę pogubić.
Następną sprawą jest wspomniany wyżej “informatyzm”, właściwie to nie jest wada, jak dla mnie wzbogaca on książkę, które przecież w dużej mierze opisuje cyberświat, jednak ludzie, nie mający pojęcia o działaniu np. internetu mogą odebrać to jak jakiś bełkot.
   I to by było na tyle. Podsumowując, “Nowy Gracz” jest bardzo dobrą książką, osadzoną w realiach cyberpunk'u. Napisana jest poprawnym, językiem, który czyta się z przyjemnością, dynamiczna akcja nie pozwala się nudzić, a ciekawa fabuła powoduje, że cały czas czytamy ciekawi co wydarzy się dalej. Koniec, choć częściowo dający się przewidzieć, zaskakuje i nie jest banalny jak to niestety często bywa. W książce znajdziecie też trochę humoru, oczywiście czarnego, ale potrafiącego rozbawić, (dupozlep krzyżowy hehehe :)).
Ocena 5/6
 


   Nowa nadzieja? - Tomasz Dzierżek, Magazyn Portergiest

Do wszelkich cyberpunkowych nowości zawsze podchodzę z dużą rezerwą. Wydaje się, że wszystko zostało już napisane, a postęp techniczny wciąż nie prześcignął wiekowych już wizji sztucznej inteligencji i "żyjących" robotów. Ostatnie nowości można opatrzyć etykietą "matrixopodobne". Tak sceptycznie nastawiony zacząłem czytać debiut Eryka Algo - powieść pod tytułem Nowy Gracz.
   Nie mogę się powstrzymać, by nie zacząć od opisania okładki, która niestety nie zachęca do kupna. Jest nieciekawa i nie przyciąga wzroku, a napis "Opowieść z cyfrowego świata IV" trochę dezorientuje. Żałosny wydaje się także napis głoszący, iż książka jest "bestsellerem roku 2019".
   Pomijając jednak estetyczne walory okładki - zabierając się do czytania, od razu zostajemy rzuceni na głęboką wodę. Pierwsze trzy rozdziały, na szczęście tylko pozornie, nie mają ze sobą nic wspólnego. Przez całą książkę akcja toczy się trzema torami, które od czasu do czasu się krzyżują. Nie stwarza to jednak żadnych problemów. Miejsca, w których następuje zmiana wątku, wydają się być dobrze dobrane i owy zabieg nie wprowadza niepotrzebnego zamieszania. Jedyny zarzut, jaki mogę wysunąć co do takiego prowadzenia fabuły to zbytnia jej przewidywalność. Trzeci wątek można by zmniejszyć, przesunąć, czy nawet usunąć, gdyż zbyt nachalnie sugeruje rozwiązanie całego problemu. Co więcej - nawet poza nim jest kilka momentów, w których za bardzo podkreślona jest hipotetyczna (prawdziwa) odpowiedź. Radość z zaskoczenia nas przez autora niekonwencjonalnym rozwiązaniem zastąpiona jest przez lekkie poczucie dumy z samodzielnego jego rozszyfrowania. Osobiście jednak wolę zaskakujące zakończenia.
   Książka opowiada o problemach, jakie sprawiają potężnej organizacji ataki nieprzewidywalnego hackera. Jego zneutralizowaniem i śledztwem w tej sprawie zajmuje się zespół agentów firmy pod przewodnictwem bezwzględnego pana Kappy. Żaden z członków zespołu nie pozwala nam się polubić, zwłaszcza, że wydaje się, iż nie są oni "tymi dobrymi", a raczej występują w barwach szarości. Jedyną postacią, która może wydawać się nam miła, jest pracująca na usługach firmy Natalia, występująca raczej jako postać drugoplanowa. Wszyscy bohaterowie są wyraźnie zarysowani i bardzo klarowni. Fabuła książki, pomimo iż od pewnego momentu wiemy, kto stał się tytułowym "nowym graczem", jest pełna zaskakujących zwrotów i bardzo dobrych scen akcji. Bohaterowie przenoszą się co chwila z miejsca na miejsce (często w dość interesujące sposoby) i tło zmienia się bardzo często: od Warszawy, przez Paryż, Getyngę, Montanę, Tajlandię do Petersburga. Na uwagę zasługuje także sam fakt pracy całej grupy dla bardzo potężnej organizacji, której możliwości są olbrzymie.
   Na odbiór książki duży wpływ ma lekka i dobrze prowadzona narracja. Praktycznie nie ma dłużyzn i w każdym momencie dzieje się coś ciekawego. Napięcie jest stopniowane umiejętnie i pod koniec naprawdę nie można się oderwać od czytania. Tak samo nic (właściwie prawie nic - patrz niżej) nie można zarzucić dialogom, które są lekkie i zabawne, kiedy jest to stosowne.
   Organizacja, dla której pracuje pan Kappa i jego pomocnicy wydaje się być jedną z najpotężniejszych sił na Ziemi. Bezkarność jej agentów i możliwości jakimi dysponuje są ogromne i autor nie zapomina co chwila tego podkreślać, czy to rzucając bohaterom najnowocześniejszy sprzęt, czy też ukazując dane jakimi dysponuje. Jest to bardzo fajny pomysł. Lubię czytać o potężnych organizacjach, dla których praktycznie nie ma ograniczeń. Na tej podstawie można zbudować wiele interesujących scen, co też Eryk Algo czyni.
   W książce występuje Sieć i jest podobna do tej, jaką znamy obecnie - z tą różnicą, że jest bardziej rozwinięta, oplata całą planetę i jest niezbędna do normalnego funkcjonowania. Pojawiają się także "doxery" czyli "cyfrowi pomocnicy" - programy służące za interface, dzięki któremu można, zamiast pisać, po prostu "rozmawiać" z komputerem. Przy okazji także - w zależności od stopnia zaawansowania doxera - są w stanie wykonywać wiele innych czynności za ludzi (jak chociażby wykonywać telefony, czy targować się). Obecne są także decki, czy pre-paidy satelitarne, jednak czytelnik nie jest zbyt nachalnie atakowany cybertechnolgią i technicznymi szczegółami, poza - niestety - niektórymi momentami.
   Czasami wydaje się, że autor do całego fiction chciał dodać zbyt dużo science. Efektem tego są pojawiające się tu i ówdzie zajmujące kilka akapitów opisy wędrówki pakietów przez Sieć, z wyszczególnieniem mijania firewalli, poddawaniem ich działaniu programów, czy dzielenia informacji na pakiety. Z jednej strony jest to ciekawy zabieg, ale nie pasuje do książki całościowo - po prostu Nowy Gracz nie jest aż tak cyberpunkowy.
   Kolejnym zarzutem, jaki można postawić książce, jest zamiłowanie autora do utrudniania życia czytelnikowi poprzez podkreślanie narodowości bohaterów wypowiedziami w ich ojczystym języku. Nawet jeśli jestem w stanie zrozumieć wszystkie angielskie zwroty oraz część niemieckich, to problemem nie do ominięcia są dla mnie wypowiedzi w języku francuskim, czy też rosyjskim, pisane cyrylicą (chociaż te ostatnie raczej są krótkie i można domyślać się, co oznaczają). Tak samo nie mogę zrozumieć, co podkusiło autora do zapisywania nazw operatorów po "hackersku". Otóż na przykład jeden z nich nazywa się C.#ek. Ze słownika na końcu książki odczytujemy, że "C" wymawia się "si", "." - "dot", "#" - "hasz", co w rezultacie daje jego ksywę - Sidothaszek. 2r&. to "oczywiście" Turandot. Pomimo używania obu form równolegle tak, że nie ma mowy o pomyłce, to wprowadza to niepotrzebne zamieszanie do książki.
   Ostatnią rzeczą, do której można się przyczepić, jest - podobnie jak w przypadku "unaukowiania" książki, wstawianie filozoficznych przemyśleń. I chociaż pasują one do wydźwięku całej książki, to można by je uczynić mniej nachalnymi, podobnie jak i wyżej wymieniony "trzeci wątek".
   Wszystkie te wpadki, pomimo poświęcenia im kilku akapitów w tej recenzji, są mimo wszystko drobne i nie wpływają na odbiór powieści jako całości. Podsumowując - Nowy Gracz to wspaniały debiut i z czystym sumieniem mogę polecić ją wszystkim - nie tylko fanom science-fiction. Książka obfituje w akcję, ciekawą intrygę, zagadki, a także odrobinę specyficznego humoru. Czyta się ją lekko, przyjemnie i co najważniejsze - z zainteresowaniem. Spokojnie wystawiam książce "bardzo dobry" i czekam na kolejne pozycje Eryka Algo.



Algo wchodzi do gry - Tomasz Kleta, Magazyn Avatarae

W grudniu nakładem wydawnictwa Książka i Wiedza, które debiutowało niedawno na rynku fantastycznym książkami Siergieja Łukjanienki ukaże się powieść Eryka Algo, nieznanego mi dotąd autora, zatytułowana "Nowy gracz". Tak się złożyło, że miałem okazję już ją przeczytać i jeszcze przed premierą mogę ją zrecenzować. Mamy do czynienia z kolejnym podjęciem tematyki internetowej, lecz tym razem nie wyłącznie przez pryzmat rzeczywistości wirtualnej. W stylu i konstrukcji "Nowy gracz" przypomina rasową sensację, a cybernetyka, VR i wszelkie naukowo-fantastyczne nowości są tu jakby w roli gadżetów. Choć tematycznie kręci się powieść wokół potężnej organizacji próbującej nadzorować światową sieć internetową i co chwila poruszamy się na płaszczyźnie komputerowo-sieciowej, to jednak fabularnie można by ją określić mianem technothrillera.
   Zaczyna się bardzo niewinnie. Piękna kobieta próbuje nakłonić szefa firmy Lakeside Software, rzekomo pracującej nad oprogramowaniem, by wpuścił do budynków zakładu wycieczkę dzieci z sierocińca. Ot, niby nic wielkiego, tyle tylko, że chwilę wcześniej ktoś przekupił tę kobietę, konkretnie sekretarkę, a one już wiedzą jak wpływać na swych przełożonych płci męskiej. Dzieciaki, więc wkraczają do akcji, z pozoru tak niewinne i beztroskie, ale już po chwili przypominają zimnych profesjonalistów. Zanim ktokolwiek się zorientuje wykonują swoje zadanie. Później poznajemy pewnego mężczyznę, który przyjechał do Petersburga i któremu jeden z chłopców wręcza dziwną kopertę, w której jest reklama nowego przyrządu dla diabetyków. Oczywiście cukrzyk nie może nie skorzystać z oferty. I już kłopot gotowy.
Głównymi bohaterami powieści są tajemniczy pan Kappa i studentka Natalia. Ten pierwszy zdaje się mieć nieograniczone możliwości. Proponuje biednej Natalii milion euro za pracę dla niego, nie zdradzając szczegółów. Wszystko odbywa się w konspiracji, jakby bał się on ujawnić, współpraca zostaje nawiązana przez zakodowane wiadomości przesyłane drogą internetową. A jak się wkrótce przekonamy, dla owego osobnika w istocie nie ma rzeczy niemożliwych, potrafi nawet nakłonić dowódcę wojskowej bazy lotniczej do wypożyczenia miga. Nie pokuszę się na zdradzanie szczegółów fabuły, bo popsułbym całą radość z lektury. Starczy, że napiszę iż wydarzenia, w których uczestniczą pan Kappa i jego nowa pracownica są wystarczająco interesujące by przykuć czytelnika na parę godzin do książki.
   Autor postarał się by powieść traktująca o technologiach cybernetycznych, sieciowych zagadnieniach itp. Nie była nużąca. Styl jest lekki i czyta się ją błyskawicznie. Nie brakuje humorystycznych akcentów, szybkiej akcji, kilku zaskakujących rozwiązań fabularnych. Mamy wszystkie elementy fascynującego thrillera: hakerów, włamania do systemów, tajnych agentów, działające poza prawem organizacje, walkę o władzę i informacje, ukrywającego się przeciwnika, którego tożsamość należy rozszyfrować. Powieść nie należy może do najambitniejszych, nie jest jakimś przełomowym dziełem, ale to solidne, bardzo dobrze napisane rozrywkowe czytadło. Eryk Algo wkroczył do gry. Oby tak dalej, czekamy na więcej.


Nie martw się, jutro będzie gorzejDamian Kopeć, Wirtualna Polska

Jestem w rozterce. Skończyłem czytać i wpadłem w stan nieokreśloności i niepewności jak niedowidzący ślepowron w turbiny samolotu, który to ptak zamyślił się nieoczekiwanie nad zasadą nieoznaczoności Heisenberga. "Mężczyzna krzyczy z całych sił. To jedyne, co mu pozostało. Dźwięk jest tak silny, że wykrzywia i tak chwiejną dziś rzeczywistość."
   Twórczość literacka jest jakimś odbiciem chwiejnej rzeczywistości, osobowości piszącego i jego twórczej kreacji. Połączeniem chęci, planów, możliwości i różnorakich ograniczeń. I tak jest i tym razem. To co wprowadziło mnie w stan deprymującego niepokoju, to niemożność jasnej, konkretnej oceny książki. Tak się zdarza gdy jeden element zachwyca, a inny odrzuca. Coś intryguje i wciąga, a coś nudzi lub budzi sprzeciw. Ważne jest jednak w ogólnym rozrachunku to, że są, jak dla mnie, elementy wyraźnie pozytywne i na swój sposób to one przeważają.
   "Wszyscy dawali się nabrać na ten niemy spokój. Powiem ci jedno, kochanie moje: milczący głupol uchodzi za mędrca, dopóki się go lepiej nie pozna."
   Nowy gracz jest połączeniem technologicznego (głównie informatycznego) science fiction, książki akcji a la Robert Ludlum, podanych w miarę lekkostrawnej postaci zbioru obserwacji świata i naszego polskiego podwórka oraz ogólnych rozważań natury filozoficznej (prostych i złożonych zarazem). Niezła, wybuchowa można by rzec, mieszanka. Ale jak to z mieszanką, trudno zaspokoić wybredne gusta wszystkich.
    Najwięcej, ilościowo rzecz ujmując, jest w książce akcji. Opisanej językiem ostrym, szczypiącym jak czerwona, cienka, zdradliwa papryka chilli. Doprawionej cynizmem bohaterów żyjących w niezbyt odległej, wyobrażalnej przyszłości. Oplecionej wszechobecną Siecią, nieślubnym dzieckiem Internetu. Akcja jest zrozumiała dla każdego. Pewne odniesienia do rzeczywistości tylko dla nas, Polaków. Zagadnienia technologiczno-informatyczne w zasadzie dla wszystkich, którzy są w stanie czytać. Są dosyć dokładnie i zrozumiale tłumaczone na bieżąco w książce.
   Pewne problemy filozoficzne będą jednak miały swój wyjątkowy smaczek tylko dla niektórych. Tak jak kawior astrachański popijany oryginalnym szampanem. "Życie nie może być czymś oderwanym od materii. Musi być wpisane w nią samą, a jednocześnie obce jej. Bo żywy kot i martwy kot, choćby to był nawet kot samego Schrodingera, to zupełnie coś innego."
   To co zasługuje na pochwałę to świetny pomysł i dobrze przemyślana koncepcja całości. Coś co w książkach akcji spotyka się wbrew pozorom niezbyt często. Osobiście wolałbym jednak inne opakowanie. Ale to jest już kwestią gustu.
   "Są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się kocim filozofom”.
   Najbardziej podobały mi się następujące rzeczy: dobrze rozwinięty pomysł, utrzymujące się do samego końca napięcie i dobre zakończenie; fragmenty dotyczące ogólnych rozważań filozoficznych oraz pewne smakowite, podane na ciepło, kawałki naszej rzeczywistości polane wybornym słodko-kwaśnym sosem. Najmniej: naturalizm (także języka), opisy seksu i przemocy. Taki brutalny obraz rzeczywistości pojawia się w wielu filmach sensacyjnych. Jest to jednak tylko jedno z odbić w jednym z krzywych zwierciadeł lustrzanej sali świata.
   Ciemna, przejaskrawiona twarz rzeczywistości. Ale świat ma wiele twarzy, i w tym tkwi jego urok i tajemnica. Zdaję sobie sprawę z ciemnych stron życia, ale nie mam ochoty czytać o nich. "...wielu wybitnych ludzi budowało teorie piękne jak najcudniejsze pałace, a sami przez całe życie mieszkali w nędznych lepiankach." Polecam szczególnie niektóre rozdziały, jak świetnie napisany fragment z agentem Trypuckim, panem Kappą w roli generała Malcolma i pułkownikiem Zajączkiem. Zwracam też uwagę na fragmenty z profesorem Braunem i doktorem Mazurkiem.
   To dla tych co będą chcieli (lub już to uczynili) sięgnąć po książkę. "Ja się naprawdę staram, ale czasami mam takie wrażenie, jakbym była zawieszona w próżni. Jakbym była zupełnie obca. Dla wszystkich razem i dla każdego z osobna."
   Pozostaję zatem w pewnym niedosycie. I patrzę w przyszłość, także tą cyfrową, z nadzieją. Qlf1 (słowo w zastosowanej w książce konwencji języka cyfrowego świata) "Jednak jest niemożliwe, aby fragment mógł zrozumieć zamysł całości"

P.S. Szkoda mi okładki. Seria książek s-f KiW ma niezłą, przyciągającą wzrok oprawę graficzną, ale ta blada, szara twarz ze starej przedwojennej fotografii po prostu psuje wygląd.



Eryk Algo nowym graczem - Dagmara Gorczyńska, BiblioNETka

Nowy gracz trafił w moje ręce zupełnie przypadkowo i bez planowania. Właściwie planowaniu wbrew. Jak tylko zobaczyłam hasła "technothriller", "futurystyka", "Lem", zniechęciłam się (dla mnie to skojarzenia najgorsze z najgorszych) i postanowiłam o książce dłużej nie myśleć; i gdyby nie to, że książka sama znalazła się w moich rękach, nie sięgnęłabym po nią. A szkoda, wiele bym straciła. Na szczęście te wszystkie hasła, które do książki miały przyciągać, a mnie odstraszyły, okazały się nie mieć z nią nic wspólnego.
    Fabuły w skrócie opowiedzieć się nie da. Cokolwiek powiem, okaże się, że książka nie jest o tym, a przynajmniej nie tylko o tym. O czym jest, tak naprawdę dowiadujemy się na samiusieńkim końcu, a i to nie jest pewne (zakoczenie jest sugerowane, umożliwia kontynuację - i mam nadzieję, że cd. nastąpi). Na potrzeby posta możemy uznać, że główną postacią jest tajemniczy pan Kappa, za którym stoi równie tajemnicza korporacja, która zatrudnia tak samo tajemniczych pracowników i zajmuje się niezwykle tajemniczymi projektami. Zarządzanie i komunikacja odbywają się gównie przez Sieć, bez której życie już właściwie nie jest możliwe. I nagle coś zaczyna się psuć. Nagle grunt usuwa się spod stóp, już nie wiemy, kto jest kim i czy naprawdę nim jest, nie wiemy, czy dziecko mijane na ulicy jest faktycznie dzieckiem, a wycieczka z sierocińca wycieczką z sierocińca. Ktoś włamał się do sieci. Ktoś... Obcy.
    Nie zaglądałam na koniec (choć to dla mnie dość niezwykłe), bo nie miałam potrzeby - czytało mi się bardzo dobrze, akcja toczyła się wolniutko, napięcie rosło powoli, więc bez stresu. Relaksowałam się. Ktoś na grupie napisał, że zakończenie jest skopane. Nie umiem tego ocenić. Sam fakt, że nie zostałam stresem zmuszona do poznania go przed skończeniem lektury sprawia, że mi się podoba. ;)
    Książka ma ok. 500 stron. Te wszystkie strony poświęcone są nie cybertechnologii (tej jest w sumie niewiele i wyjaśniona zrozumiale dla laika), a obserwacjom obyczajowym. Napięcie narasta bardzo powoli, a czytelnik nie wie więcej niż sami bohaterowie. Razem z nimi tkwi w skomplikowanej intrydze. Sensacja tu jest bardzo dyskretna (i bardziej wzrusza mnie i przeraża mordowanie psów niż mordowanie ludzi). Didaskalia jak w scenariuszu - film by z tego był świetny (detale są tu istotne, tworzą postacie bardziej niż cokolwiek innego). Nie brakuje też filozoficznych rozważań. Siłą tej książki są dialogi. Poza wszystkim ta książka jest po
prostu dobrze napisana.
    Wadę książka też ma, jeśli wadą można nazwać małe wpadki. Bo np.: studentka V roku informatyki nie wie, co to trojan? Coś czuję, że ta symulowana niewiedza istnieje tylko po to, żeby czytelnikom-laikom w przystępny sposób wyjaśnić specjalistyczną terminologię, bez której rozumieć książki nie sposób. Ale jednocześnie książka ową terminologią nie jest przeładowana - autor zachował właściwe proporcje.
    Wydawnictwo natomiast skopało okładkę - jest paskudna, pomarańczowy pasek przez środek. Odstrasza.
    Na koniec coś, co sprawiło, że oczy otworzyły mi się szeroko ze zdziwienia i ciekawości - Gardzienice! Bardzo, naprawdę BARDZO chciałabym wiedzieć, kto był pierwowzorem Fabiana. I jak Gardzienice trafiły do książki fantastycznej. ;).



   Jak myślicie, czy to może przyjść rurami? - Jolanta Pers, Nowa Fantastyka nr 5 (260) Maj 2004

Przystępując do lektury powieści „Nowy Gracz” autora debiutującego pod pseudonimem Eryk Algo, nie sposób nie zadumać się nad możliwościami, jakie początkującym autorom daje Internet. Przed publikacją książki autor udostępnił kilka rozdziałów na stronie WWW, by poddać je ostrej krytyce uczestników grupy dyskusyjnej pl.rec.fantastyka.sf-f. Komentarze były liczne, a dyskusje na temat szans na wypicie herbaty przy równoczesnym pilotowaniu niewielkiego samolotu i sensowności zdejmowania okularów przed przeglądaniem się w lustrze zajęły wiele kilobajtów, trzeba jednak przyznać, że autor skorzystał z niektórych sugestii dotyczących neologizmów i stylu.

Lekkie czy toporne? - Listy do redakcji, Nowa Fantastyka nr 7 (262) Lipiec 2004

   Książkę „Nowy Gracz” Eryka Algo dostałem w prezencie. Od dłuższego czasu już nic tak mnie nie wciągnęło. Powieść jest po prostu rewelacyjna. W „Nowej Fantastyce” 5/2004 książka została zrecenzowana przez Jolantę Pers. Przeczytałem i oczy wyszły mi z orbit. Jak można tak zjechać tak dobrą książkę! Właściwie zwalcować, bo pani Jolanta dosłownie zgniata na miazgę Algo. Według niej „Nowy gracz”, to nie tyle zła książka, ile totalnie przeciętne, niewarte przerzucenia jednej strony czytadło - nudne i przewidywalne od początku do końca
   Nie mogę się nadziwić, że historia, która kazała mi zapomnieć o bożym świecie, budzi w innych tak odmienne uczucia. Być może pani Pers jest jakoś specjalnie wyrobiona, nie to co ja, proletariusz z prowincji, bo tam gdzie ja wiedzę akcję - pani Pers widzi nudę, tak gdzie ja widzę świeżość - Pers widzi wtórność, tam gdzie ja widzę lekkość stylu - Pers widzi toporność.

Tomasz Jasełko, Mielno

(nauczyciel języka polskiego)
   Nie da się ukryć, że pierwsze rozdziały powieści raczej odstraszają niż zachęcają – zawiązanie akcji roi się od pomysłów, których ciężaru nie utrzymuje nawet najsolidniejszy kołek do zawieszania niewiary. Mimo wzmożonych wysiłków autora czytelnikowi raczej trudno przełknąć gładko takie rozwiązania fabularne jak włamanie podczas rzekomej wycieczki z sierocińca do starannie strzeżonej firmy programistycznej, wynajem pilota z migiem przez niezidentyfikowanego osobnika, lądującego nagle pośrodku tajnej bazy wojskowej czy beztroskie przetestowanie podejrzanego urządzenia na samym sobie przez agenta tajnej organizacji. Autor może co prawda nakazać swoim bohaterom wykonanie działań absolutnie absurdalnych i psychologicznie nieuzasadnionych, ale sprawienie, by czytelnik uznał je za wiarygodne, to zadanie znaczenie trudniejsze, które czasem nie udaje się mimo licznych uzasadnień dodatkowych (bo sekretarka nie miała dyplomu i szef pakował jej łapy pod spódnicę.) Nużą także nieco pretensjonalne opisy sieciowej przyrody w postaci opowieści o drganiach delikatnej membrany telefonu trafiających w ramiona najbliższego przekaźnika telefonii komórkowej, jakby żywcem zaczerpnięte z pierwszych cyberpunkowych utworów powstałych na fali fascynacji globalną siecią i jej możliwościami. Opisy zmagań bohaterów z interfejsami przyszłości z kolei nieco przypominają kultowe opowiadanie Johna Varleya „Naciśnij Enter”, któremu autor wiele zawdzięcza w sferze pomysłów fabularnych i klimatu. Autorowi nie udaje się też wyjść zwycięsko z próby typowego dla powieści kryminalnych czy sensacyjnych zasugerowania czytelnikowi, że jest mądrzejszy od bohaterów; historia o tym, jak to wybitnie inteligentna studentka, wybrana przez międzynarodową organizację do niezwykle trudnej i bajecznie dobrej pracy, nie potrafi sobie poradzić z rozwiązaniem problemu pustej kartki, na której miał znajdować się szyfr (i w rzeczywistości nie uda jej się to – zagadka rozwiązuje się niejako sama i przez przypadek), wypada nieco naiwnie.
   Mimo fabularnych niezręczności książka spełnia podstawowe kryterium dobrego czytadła: z zainteresowaniem przewraca się kolejne kartki, żeby tylko dowiedzieć się co będzie dalej. „Nowy gracz” to w sumie całkiem sprawnie opowiedziana cyberpunkowo-sensacyjna historia poprowadzona wielowątkowo, z rozmachem noszącym ślady starannego planowania. Jak na solidną powieść sensacyjną przystało, w książce nie brak pięknych kobiet, szybkich samochodów i efektywnych strzelanin, miejsce akcji zmienia się błyskawicznie (Warszawa, Londyn, Paryż, tropikalna dżungla). Do tego koktajlu dorzucono hojnie parę wykładów na temat sztucznej inteligencji, rzeczywistości wirtualnej i perspektyw rozwoju ogólnoświatowej sieci – trzeba przyznać, zawsze strawnych i niepozbawionych związku z akcję. Futurologiczne pomysły na temat rozwiązań technicznych z niezbyt dalekiej przyszłości i ich wpływu na życie szarego obywatela także robią całkiem dobre wrażenie. Styl nieco chropawy, ale charakterystyczny, trafiają się też stylistyczne perełki. Nieco kwaśnie poczucie humoru autora nie każdemu musi odpowiadać, ale niewątpliwie ubarwia książkę.
   Książka warta przeczytania to taka, po odłożeniu której świat – choć na chwilę – wygląda jakoś inaczej. „Nowy Gracz” spełnia ten postulat, a kilka godzin spędzonych w świecie odizolowanych w swoich samotniach operatorów, cynicznych agentów, badaczy sztucznej inteligencji to w najgorszym razie całkiem przyzwoita rozrywka. Szkoda tylko, że wydawnictwo opatrzyło ją okładką o mocno wątpliwych walorach estetycznych.



   W roku 2019 - Tadeusz Lewandowski, Miesięcznik Nowe Książki nr 5/2004, wydawany przez Bibliotekę Narodową

Wielu krytyków zarzuciłoby tej powieści brak ambicji zbawiania świata. Ja zaś uważam Nowego Gracza Eryka Algo za propozycję nader interesującą, w dodatku nie tylko dla fanów S-F. Bo choć autor, z wykształcenia informatyk, absolwent Politechniki Gdańskiej, sytuuje się w obrębie fantastyki naukowej zwanej „twardą” (tzn. zastanawiającej się nad konsekwencjami technicznego rozwoju społeczeństw, przy wykorzystaniu dzisiejszego stanu wiedzy naukowej), jednak czyni to w sposób właściwy twórcom literatury sensacyjnej spod znaku Michaela Crichtona czy Robina Cooka. Reguły przynależne gatunkom sensacyjnym polski autor aktywizuje swym piórem z wielkim, widocznym upodobaniem. Dla Eryka Algo (nowe nazwisko na giełdzie autorów polskiej fantastyki) tyleż liczy się treść, co i forma literackiego przekazu.
   Wbrew spotykanym tu i ówdzie mniemaniom forma w S-F jest w ogóle bardzo ważna, choć działać ma inaczej niż w przypadku literatury zwanej wysokoartystyczną. To bowiem nie element przekazujący obraz jakiegoś świata i równocześnie współtworzący ten obraz, lecz głównie swoiste opakowanie, prozatorski wehikuł dla treści dostarczanych czytelnikowi. Nieprawdą jest częsty pogląd, że autorzy z przestrzeni fantastycznych lekceważą formę. Bo przecież fantaści starają się trafić z tekstem do jak najszerszego audytorium, więc formalna jakość, klasa „opakowania”, też musi mieć dla nich znaczenie. Zgoda, inne niż w przypadku pisarzy głównego nurtu literatury. Ale także duże.
   Nowy gracz to przede wszystkim sprawnie skonstruowana, trzymająca w napięciu proza sensacyjno-kryminalna, tyle że umieszczona w przyszłości. Sądząc z opaski, w jaką spowił tom wydawca („Bestseller roku 2019”), chodzi o przyszłość niezbyt odległą. Rzecz rozgrywa się na bardzo wielu czasowych oraz przestrzennych, akcja toczy się przez cały glob i od czasu do czasu wkracza też na orbitę okołoziemską. Autor starannie przestrzega klasycznej zasady suspensu, sformułowanej jeszcze w 1899 roku przez Antona Czechowa w jego liście do Aleksandra Łazariewa: „Nie wolno ustawiać na scenie załadowanej strzelby, jeżeli nikt nie ma zamiaru z niej wystrzelić.”. Choć zatem przez kraty Nowego gracza przewija się tłum rozmaitych bohaterów, to ich losy zawsze się w jakimś momencie rozwoju akcji zapętlają. 
   W dodatku autorowi udała się sztuczka niesłychana. Potrafił mianowicie utrzymać moją uwagę przez pięćset stron formatu B-5, czyli powieści naprawdę grubej. Co oznacza, że umie konstruować fabułę, stopniować napięcie, wciągać czytelnika w świat przedstawiony na kartach utworu. Przez cały czas poświęcany lekturze miałem ochotę zadawać pytanie niechybnie świadczące o warsztatowych umiejętnościach twórcy tej suspensowej całości: co dalej? I z niekłamanym zainteresowaniem śledziłem perypetie bohaterów, tyleż osób, co i wynalazków, z jakimi obcujemy w Nowym graczu.
   Bo – to kolejna cecha dobrej „twardej” S-F – oprócz ludzi równie ważne są przedmioty, jakimi się oni posługują. Autor wie zaś, co pisze na temat świata elektronicznej przyszłości, gdyż na co dzień zajmuje się programowanie i śledzi rozwój wynalazków cyfrowej rzeczywistości. Nim zacząłem tę recenzję, sprawdziłem u znajomych elektroników, na ile poważnie można traktować urządzenia, jakie czyni Algo rutynowym narzędziem międzyludzkiej komunikacji w roku 2019. Otóż co najmniej niektóre z nich (np. pad, rodzaj ultranowoczesnego komputera znajduje się obecnie w fazie pierwszych, laboratoryjnych prób) to naprawdę pieśń nie tak znów  odległej przyszłości.
   Eryk Algo wypełnia to zadanie, które przed literaturą fantastyczną stawiali Juliusz Verne, i Stanisław Lem, zwłaszcza z etapu Solaris. Czyli usadawia się na gruncie literackiej futurologii, by wraz z czytelnikiem zastanowić się, jak będzie wyglądał świat przyszłości. Zapewne wielu z nas zdoła w 2019 roku stwierdzić, na ile Nowy gracz będzie wówczas trącić myszką... I czy jego gadżety techniczne, choćby doxery służące do komunikacji człowieka z komputerem, okażą się normalnością, a rzeczywistość wirtualna przekroczy granicę fikcji naukowej, by na stałe zagościć w naszym  życiu. Bez względu jednak, co za piętnaście lat zobaczymy wokół siebie jako środowisku cyfrowe, wizja Eryka Algo tu i teraz okazuje się przekonująca i pouczająca.
   Rzecz rozgrywa się w świecie podzielonym formalnie między legalne rządy, a faktycznie zarządzanym przez utajnione wielkie i bardzo drapieżne korporacje, które ani myślą liczyć się z zasadami jakiejś tam etyki. Przeciwnie, cała ludzka rzeczywistość staje się obszarem walki o wpływy i władzę, walki, dla której nie ma żadnych granic moralnych.
   Młoda Polka, Natalia Skolska, kończąca w Warszawie studia informatyczne, zostaje wytypowana przez demonicznego Erhardta Kappę jako kandydatka do nadzwyczajnie intratnej pracy w jednej z potężnych tajnych korporacji. Równocześnie dziwaczne dzieciaki kradną po całym świecie dane z central badawczych zajmujących się informatyką, a mądry i stary, światowej sławy niemiecki profesor Braun z Getyngi, bezustannie popijając Martini, kontynuuje rozpoczęte jeszcze w naukowej młodości badania nad sztuczną inteligencją. Skorumpowany holenderski polityk i pewien pseudoprorok wpadają niczym muchy w pajęcze sieci pana Kappy. Jak się okazuje, przyszłość świata wisi na włosku, a władzę już za chwilę mogą przejąć... O nie, o tym przeczytajcie Państwo sami.

 


Technothriller po polsku - Anna Magdalena Walusiak, Nowa Trybuna Opolska, 22 Maja 2004

Proszę nie odwracać wzroku. Zamieszczona obok okładka nie podoba się chyba nikomu poza wydawcą i może wprowadzić ewentualnego klienta księgarni w błąd. Bowiem zawartość Nowego gracza jest o niebo lepsza niż jej opakowanie. A co mamy w środku? Tajemniczego pana Kappę, który prowadzi podejrzane interesy na globalną skalę, a konkurencję eliminuje równie bezwzględnie co skutecznie; zdolną polską studentkę, która otrzymuje propozycję pracy w międzynarodowej korporacji zarządzającej bazami danych; naukowców rozprawiających o tajemnicy życia i jego sensie, a także tytułowego Nowego gracza, który od pierwszej strony prowadzi skomplikowaną intrygę zmierzającą do...
    Nie, tego zdradzić nie mogę, by nie psuć czytelnikom lektury, bowiem cel i motywy genialnego konspiratora poznają oni dopiero na ostatnich stronach powieści. Akcja – dynamiczna, pełna pościgów, skomplikowanych zagadek i zaskakujących rozwiązań – jest nieodrodnym dzieckiem powieści sensacyjnych, a w połączeniu z pełną elektroniki scenografią z nieodległej przyszłości daje zgrabnie napisany futurystyczny technothriller. Co ciekawe: autor – z zawodu informatyk – nie przeładowuje swojej wizji trudnymi do zrozumienia przez laika wynalazkami. Raczej bawi się w wynikające z ludzkiego dążenia do wygody i upraszania sobie codziennego życia prognozowanie, w jakim kierunku może podążyć rozwój komputerów osobistych i „inteligentnych” sprzętów domowych.
   Miłą niespodzianką jest to, że sens Nowego gracza, powieści przede wszystkim rozrywkowej, nie zatrzymuje się na poziomie sensacyjnej fabuły. Uroczymi smaczkami debiutu literackiego Eryka Algo są swobodne, niewymuszone nawiązania do kanonu literatury i myśli europejskiej – motyw naukowca–Frankensteina tworzącego dzieło, za które nie potrafi wziąć odpowiedzialności, faustowska tęsknota za młodością i miłością jako sensem istnienia, filozoficzne i teologiczne rozważania nad materialnym i duchowym pochodzeniem życia, a wreszcie pytanie o prawdę, które może doprowadzić do obłędu – to wszystko czytelnik znajdzie w Nowym graczu w ilości wyważonej i niezbędnej do zbudowania fabuły. Dyskusje filozoficzne nie tylko nie burzą tempa akcji, ale też nie próbują stawiać książki Algo na półce pełnej pretensjonalnych, pseudointelektualnych gniotów.



Nowy gracz polskiej fantastyki - Agata Wiśniewska, Magazyn Internetowy NoName, Magazyn Independent

„Nowy gracz” to debiut literacki absolwenta informatyki, Eryka Algo. Co ciekawe ukazuje się nakładem wydawnictwa, które raczej nie specjalizuje się w literaturze fantastycznej.
Debiut udany. Czytelnik do rąk dostaje pokaźny tom niezłej sensacji połączonej z sajens fikszyn. Rzecz dzieje się przyszłości, w której wszystko, nawet działanie urządzeń domowych, podpięte jest do Sieci. Na szczęście rzeczywistość nie ogranicza się tylko do przestrzeni wirtualnej.
   Wszystko zaczyna się niewinnie – od wycieczki dziwnych dzieciaków z sierocińca, które okazują się na tyle sprytne, aby dokonać włamania do systemu firmy kontrolującej Sieć. Potem akcja jak u Ludluma - tajemniczy pan Kappa, jego ekipa i „zielona” jeszcze w tym biznesie Natalia, zaczynają szukać (w przypadku Natalii całkiem nieświadomie), celem oczywiście wyeliminowania z gry, tajemniczego Obcego (czyli nieznanego hakera). Niejako na marginesie poszukiwań pojawia się drugi wątek z profesorem Braunem w roli głównej. Toczy on akademickie dysputy ze swoimi kolegami po fachu na temat sztucznej inteligencji i dziwnego eksperymentu.
   Fabuła niebanalna i nieźle skrojona. Po początkowym zagubieniu w kilku pozornie niezwiązanych ze sobą watkach, dalej lektura idzie gładko i przyjemnie. Algo umiejętnie rozgrywa akcję serwując czytelnikowi kilka zaskakujących zwrotów i interesujących bohaterów, którzy okazują się niekoniecznie tacy sami, jak przy pierwszym spotkaniu. Autor tym samym nieźle wybrnął z dwuwymiarowości świata fantastyki, gdzie wszystko jest dobre albo złe.
   Mimo że książkę pisze informatyk, nie ma w niej zalewu niezrozumiałej terminologii. Szczegóły dotyczące cyberprzestrzeni są napisane lekko i zrozumiale nawet dla laika w tej dziedzinie. Dużym wyczuciem językowym autor wykazał się także przy rozważaniach etycznych i filozoficznych profesora Brauna, unikając nadętej maniery tak częstej w literaturze popularnej.
   Są wprawdzie w „Graczu” momenty słabsze, zdradzające, że Algo nie jest jeszcze w pełni wyrobionym pisarzem. Ale poza drobnymi wpadkami i  czasem drętwymi dialogami całość czyta się po prostu dobrze. Czytelnik do ręki dostaje niezły kawałek solidnej prozy. Oby tak dalej, panie Algo.


Trochę o cyfrowym świecie - Jakub Chomicki, Ubik nr 6 (2)2004, Czerwiec 2004

W czwartym Ubiku drukowaliśmy fragment Nowego gracza Eryka Algo, który wtedy miał się niebawem ukazać. Tak oto na półkach księgarskich pojawiło się kolejne tomisko pod szyldem naukowej fantastyki, powieść określana jako „technothriller” pod znakiem cyberpunka. Nie szufladkujmy jednak książki wedle księgarskich etykiet, podobnie jak wydaje się nadużyciem nazwanie debiutanckiego autora „Ludlumem polskiej SF”. W zasadzie pozostaje po lekturze Nowego gracza uczucie skonfudowania i niedosytu. To drugie dlatego, że Opowieść z cyfrowego świata IV nie jest skończoną historią. I nie jest też początkiem. Ci, którzy przeczytali, wiedzą o co chodzi, natomiast dla tych, którzy się zastanawiają nad kupnem – parę słów wyjaśnienia.
   Rzeczywistość kreowana przez Algo to niedaleka przyszłość, gdzie wszystko jest bardziej zautomatyzowane niż dzisiaj, a cywilizacja nie może obejść się bez wszechobecnej Sieci. Tak, jak dziś ciężko nam obejść się bez komórki, tak bohaterom Nowego gracza trudno funkcjonować bez swoich małych, wirtualnych przyjaciół zwanych doxerami. Taki twór, który de facto jest niczym więcej niż program, interfejsem  iskrzącym się w którymś z miliarda serwerów, można wykorzystać wielorako – od podyktowania krótkiej notatki, przez zlecenie wyszukanie informacji czy napisania programu, zaparzenie herbaty, po pilotowanie auta czy posprzątanie domu. Poziom zaawansowania doxera zależy od tego, ile chce się na niego wydać pieniędzy i jakie maszyn posiadanych w mieszkaniu. Oczywiście z doxer „sterowany” jest głosem, choć trzeba by tu raczej powiedzieć o rozmowie, gdyż program ten posiada – w zależności od ceny szczątkową, bądź mocniej rozwiniętą inteligencję.
   Nic dziwnego, że w tak zdigitalizowanym świecie największe bogactwo ma postać zerojedynkową: jest to bowiem Tofflerowskie bogactwo trzeciej ery – informacja, a więc dane firm i korporacji, banków, laboratoriów itd. Na dodatek ktoś musi dobrze strzec tego wszystkiego, bo we wszechobecnej Sieci aż roi się od profesjonalnych hakerów.
   W taki cyfrowy świat właśnie wprowadza czytelnika Eryk Algo za pomocą zagrania fabularnego tak starego, jak sama fabuła: ktoś znajduje coś, czego nie powinien, wchodzi gdzie go nie proszą i robi się gorąco. A potem coraz goręcej – akcja to bowiem jakby zapis pościgu agentów tropiących hakera, z panem Kappą na czele. Trzeba tu dodać, że kappa to dziesiąta litera alfabetu greckiego – wynieść z tego można, że szef grupy jest dziesiąty w jakiejś wyższej hierarchii. Czy to oznacza najwyższą, czy nieco niższą rangę? Szkoda, że takich szczegółów Autor nie wyjaśnia wielokroć. Agenci reprezentują tajną, wpływową organizację chroniącą określone zasoby Sieci – przeciwstawia się im profesjonalista, specjalista kradnący dane, łamiący i podmieniający całe systemy informatyczne, bawiący się swoim pościgiem jak kot myszą. Schemat znany od dawna – powie wytrawny czytelnik, począwszy od Neuromancera – było. O ile jednak w typowych tego rodzaju książkach wszystko w trakcie się wyjaśnia, o tyle u Algo – im dłużej prowadzi nas fabuła, tym mniej wiadomo na temat hakera a zakończenie książki nie przynosi rozwiązania. I trzeba czekać na kolejną część.
Dlatego skończyłem lekturę z uczuciem niedosytu. Nie czułem się oszukany, raczej chciałoby się jeszcze! O ile z wiadomych względów toleruję w opowieściach tak zwane „furtki”, w tym przypadku poczułem się jak osioł, któremu Algo-woźnica wystawia przed nos marchewkę na kiju. Trzeba sięgnąć po kolejną cześć historii, żeby się dowiedzieć więcej, ale nie dlatego, że książka przypadła nam do gustu, tylko dlatego że po przeczytaniu pięciuset stron wiemy niewiele więcej, niż można się było domyśleć na początku. Jednak po drodze wydarzyło się na tyle dużo, by zaintrygować czytelnika. Czyżby świadomy zabieg autora, który jest przecież informatykiem i pewnie mógł sprytnie to sobie wykombinować? Wydaje się jednak, że tego rodzaju fabuła powinna być zakończona w tym tomie, a kolejny – stanowić powinien rozwinięcie niektórych wątków bądź – wzorem Czarnej Kompanii – opowiadać dalsze dzieje bohaterów.
   Wpływ profesji Algo na konstrukcję powieści ma jednak dobrą stronę. Przyjemnie czyta się opisy technologii używanych przez bohaterów, np. o kodzie programu deszyfrującego, który pisze Natalia czy relacja techników o tym jak haker, zwany Obcym, właśnie po mistrzowsku nabił ich systemy zabezpieczające w butelkę. Brakuje rozwinięcia tych zagadnień, gdyż oprócz scen pościgów i walk, gdzie fabuła przenosi się do różnych zakątków świata, Eryk Algo często raczy czytelnika wielokroć kilkustronicowymi opisami bezmyślnych, babskich plotek. Osobiście wolałbym w tym miejscu śmiałe wizje człowieka, który zna komputer, system, sieć od podszewki; wizję technologii, jaka być może oplecie kulę ziemską za lat kilkadziesiąt, a zaciśnie się tak mocno, że ludzie którzy ją tworzą będą gotowi zabijać, by chronić swoje serwery.
    Zwinność akcji psuje dodatkowo liniowość opisu. Wszystko, co dzieje się w powieści zapisywane „krok po kroku”, brak jest skrótów i dynamiki narracji, co składam nie tyle na karb Autora, który jest przecież debiutantem i ma prawo popełniać błędy, ile wydawcy. Nawet dla niewprawnego oka brakuje po prostu solidnej redakcji. Czytając, odnosi się wrażenie że wydawca ograniczył się do korekty ortografii i literówek, pomijając pracę nad warsztatem pisarskim.
   O ile o autorze Nowego gracza można śmiało powiedzieć, że jest świetnym informatykiem, o tyle nie da się nazwać go świetnym psychologiem. Postacie są papierowe, brak w nich różnorodności charakterów. Pan Kappa, skądinąd człowiek silny, odważny i inteligentny, bo tych cech wymaga pełniona przez niego funkcja, zachowuje się zupełnie tak samo jak jego podwładni. Każdy mówi takim samym językiem, zarówno pospolite rzezimieszki, jak profesorowie nauk ścisłych uniwersytetu w Getyndze. Jedną z wyraźniejszych postaci wydał mi się niejaki Jones, ale on nie odzywa się prawie w ogóle... Jednak mimo to fabuła wciąga i jest to wielki plus powieści.
   Ci, którzy spodziewają się po Nowym graczu taniej sensacji srodze się rozczarują. Gdzieś z tyłu, niczym podszewka ścielą się poważne kwestie: miłość, śmierć, wiara, Bóg, wreszcie tajemnica Wielkiego Stworzenia. Algo kilkukrotnie cytuje znanych filozofów, z kartezjańskim cogito ergo sum wyłaniającym się pod koniec z zerojedynkowego szumu Sieci. Moim zdaniem jest to jedna z największych, jeśli nie największa zaleta tej książki, duch budzi się w maszynie... Chociaż mój osobisty pogląd kłóci się z teorią, jakoby świadomy umysł można zbudować na schemacie cyfrowym, tym niemniej z ciekawością śledzę wszelkie dywagacje opowiadające się po tej właśnie stronie. Umysł ludzki bardziej przypomina pracę analogowej maszyny tranzystorowej, gdzie niewielkie uszkodzenie nie implikuje przerwania pracy – kiedy po wizycie w barze mamy trochę szarych komórek mniej, mózg nasz nie zaprzestaje wykonywania swoich funkcji – a z najbardziej rozbudowanego i skomplikowanego kodu informatycznego wyciągnięcie jednego zera bądź jedynki powoduje kompletne załamanie się systemu. Jako użytkownicy personal computers coś o tym wiemy, prawda?
   Podsumowując, Nowy gracz Eryka Algo to rokujący nadzieje polski debiut, tchnący echem klasyki gatunku. Ciekawostką jest, dołączony do książki słownik cyfrowej „nowomowy”, tłumaczący zwroty i pseudonimy bohaterów, jakimi posługują się codziennie w swojej pracy. Warto kupić, warto przeczytać, nie zniechęcajcie się wyjątkowo nieciekawą okładką!

 


Bez tytułu  - Pavel, Magazyn Carpe Noctem, Grudzień 2004

Każdy, w pewnym momencie życia, zadaje sobie pytania dotyczące przyszłości. Czy człowiek zasiedli inne planety? Czy będziemy poruszać się latającymi pojazdami? A może w powszechnym użyciu będzie teleportacja? I najważniejsze, w jakim czasie należy spodziewać się postępu? Czy będzie nam dane zobaczyć jego efekty? Odpowiedzi na nurtujące nas pytania może przynieść 'Bestseller roku 2019', czyli "Nowy gracz" pióra autora ukrywającego się pod pseudonimem Eryk Algo.
    Odpowiedź można znaleźć bardzo szybko - przyszłość ta nie przyniesie rewolucyjnych zmian. Człowiekowi nadal służyć będą cztery kółka, armii polskiej stare, dobre Migi, a państwa nadal walczyć będą o wpływy (z małym wyjątkiem - tym razem polem walki jest globalna, w całym tego słowa znaczeniu, Sieć Internetowa). Człowiek jakim jest zepsutym, takim pozostanie, co niestety nie napawa optymizmem. Korupcja, zbrodnia, kłamstwo - pojęcia te nie odejdą do lamusa, a wręcz staną się jeszcze bardziej aktualne. Nie ma co ukrywać, Eryk Algo kreśli jak najbardziej prawdopodobne tło fabularne. A jak przedstawia się sama historia?
    Młoda i zdolna studentka informatyki, Natalia, zostaje wciągnięta w niebezpieczny świat globalnej Sieci, której towarzyszą wielkie korporacje. Tutaj walka rozgrywa się o każdym centymetr wirtualnej przestrzeni. Należy dodać, że walka ta nie zawsze jest czysta, podkładanie 'świń' jest jak najbardziej na miejscu. Pan Kappa jest przedstawicielem jednej z najpotężniejszych 'firm', to on złożył Natalii ofertę nie do odrzucenia. Władza potrafi zepsuć człowieka, a Pan Kappa jest tego idealnym przykładem. Całkowicie bezwzględny i perfekcyjny w swym zawodzie. Z czasem jednak, ktoś nadepnie mu na odcisk i wjedzie na ambicje - tytułowy "Nowy gracz", nieobliczalny haker, który przyniesie milionowe straty. Nie pozostaje nic innego, jak wyśledzić i wyeliminować intruza, ale czy będzie to proste zadanie?
    Książka ta liczy sobie przeszło 500 stron formatu B4, 31 rozdziałów i nie wiem ile akapitów bo nie mam ochoty liczyć, ale jak na powieść z pogranicza thrillera z elementami sf oraz, co by nie powiedzieć, grozy, czyta się ją niebywale szybko, lekko i przyjemnie. Autor - erudyta, potrafi przykuć uwagę od pierwszych stron, odpowiednio dawkować napięcie i stopniowo prowadzić nas do zaskakującego finału. Wartka akcja, interesujący pomysł i jak wspomniałem, tło fabularne, to największe plusy "Nowego Gracza". Co jakiś czas Eryk Algo daje się poznać jako człowiek znający się na rzeczy (czyt. informatyce), ale opisy te nie psują przyjemności jaka płynie z lektury, wręcz ją wzmacniają.
    Czy są jakieś minusy? Czytelnik, który ma już za sobą morze książek, nie będzie zaskoczony finałem, w dodatku co bardziej wprawieni odkryją 'prawdę' gdzieś w połowie, jednak będzie już dla nich za późno, nie odłożą książki aż do ostatniej strony. Niektórzy mogą uznać za minus chaotyczność akcji, skacze on z miejsca na miejsce (Warszawa, Londyn, Paryż, Tajlandia), z bohatera na bohatera. Jednak drażni to tylko na początku, z kolejnymi rozdziałami sytuacja robi się coraz klarowniejsza, a trzy wątki zmierzają powoli do jednego finału.
    Coś jeszcze? Książka nie jest zwykłym czytadłem, na pewno nie stawiałbym jej koło typowych powieści sf. Eryk Algo wplata w historię swoje filozoficzne przemyślenia, stawia pytania i poszukuje odpowiedzi, a wszystkie tyczą się przyszłości i człowieka. Sumując, debiut jak najbardziej udany, a podtytuł książki "Opowieści z cyfrowego świata IV", może oznaczać tylko jedno - czekamy na kontynuację!



Zobacz także:

  >  O3| PoPo 4 c.#ek
          - Zastanów się co ma ozon do cukrzyków.
  >  Co to znaczy  2 b | ! 2 b
          - Zagadka hakerska.
          - Wskazówka - na lewo patrz



[ na górę strony ]





 

    « Odpowiedź na to zadziwiające pytanie pojawi się w "Opowieści z cyfrowego świata"  oznaczonej numerem V albo VI.

Copyright © 2004 - 2008 by Eryk Algo. Wszelkie prawa zastrzeżone.  
Wykorzystywanie materiałów z tej strony tylko za wyraźną zgodą autora.